MONOLOG KASANDRY- ODYS di Milena Tejkowska

il

Due meravigliosi testi, magistralmente scritti dalla filologa Milena Tejkowska, arricchiscono le nostre pagine di narrativa e e poesia. Ispirati a famosi personaggi della mitologia greca, l’autrice tratteggia con incredibile audacia e originalità la drammaticità che caratterizza i noti episodi.

Grazie Milena! Speriamo di rivederti presto sul nostro blog.Milena

Mam na imię Kasandra, co oznacza wyróżniająca się pośród ludzi. Wyróżniam się wśród ludzi, wśród kobiet, pośród dziewcząt… Jestem królewną, córką wielkiego Priama i Hekabe. Jestem siostrą kilkudziesięciu braci i sióstr. Wyróżnia mnie… hipnotyzujące jak śpiew syreni, jak lotosu kwiat… piękno mego młodego ciała. Żadna z moich sióstr ni innych królewien nie dorównuje mi urodą ani zmysłowością. Żadna tak nie urzeka. Tak nie nęci. Tak nie rozpala. Żadna nie rozkochała w sobie boga. Żadna nie miała w sobie też takiej żądzy wiedzy, która okazała się tak zgubną. Ewa w raju zapłaciła za nią wygnaniem zeń i wieczną troską. Ja jestem z innej baśni. Z innej mitologii. Z innej prawdziwie niemożliwej historii. Ja zapłaciłam za tę, jakże niemądrą, chęć wiedzy – rzuconą na mnie przez urażonego dumnego boga – klątwą. Pozostawiona bardzo pewnego razu przez rodziców wraz z bliźniaczym bratem Helenosem w świątyni Jaśniejącego Apollina, ośmieliłam się prosić ślicznego boga o dar prorokowania. Oczarowany moją urodą ofiarował mi, czego chciałam. W zamian miałam oddać mu swoje ciało. Miałam temu pysznemu bogu, temu lekkoduchowi z ładną buzią, napiętymi mięśniami i niezatrzymaną chucią…, temu, któremu żadna nie odmawia, a on żadnej nie poświęca więcej nad chwilę miłosnego uniesienia, oddać swe ciało. Czy to wysoka cena? Za lustro przyszłości, która i tak nadejdzie, z bez czy z naszą o niej wiedzą. Czyż świadomość fatum, którego i tak zmienić nie sposób, warta była moich mlecznych piersi, purpury ust otwartych, włosów płomieni, moich ud smukłych i łydek, bieli mojej szyi, gładkiego gorącego brzucha? Czy miałam zostać kolejną nałożnicą boga, jedną z tych, o których nie pamięta się już o poranku przy stole pełnym winnych gron, sztuk pieczonego mięsa i soczystych owoców? Czy miałam zostać kolejną, po której zapachu nie zostaje nawet tęsknota dłuższa niż jeden obrót księżyca? Czy miałam sprzedać jak na targu kupczyni swoje młode, piękne i niewinne jeszcze ciało temu bogowi, któren ledwie skosztowawszy jego słodyczy zacznie szukać nowych? Czy moja uroda, moje zmysłowe biodra, perły zębów, moje gładkie lico i drobne stopy mogły zatrzymać Apolla na dłużej, na zawsze, które będzie naprawdę na zawsze? Apollinie, pragnęłam siły Twoich mięśni i śladów warg Twoich na moich piersiach i brzuchu. Pragnęłam słonego smaku Twojej skóry, Twojego dyszącego oddechu w ogniu moich włosów. Nie zniosłabym jednak późniejszego odrzucenia. Wiedziałam, bo przeszłość wiadoma, o tych wszystkich, które na dłużej niż jedno słońca zaśnięcie nie zdołały zatrzymać Twego pożądania. Dlatego to ja odrzuciłam Ciebie, jak wcześniej Dafne i Kastalia, nim stałeś się we mnie. One Cię jednak nie chciały, ja Ciebie pragnęłam. Tak bardzo pragnęłam jak… bardzo bałam się Twego późniejszego odrzucenia. Uwiodłam Cię obietnicą rozkoszy, przyjęłam dar i wycofałam się z rzuconego nieopatrznie słowa. Musiałeś się zemścić. Twój męski honor został ugodzony, Twoja duma urażona, Twoja sława zdobywcy dziewczęcych serc i ciał wykpiona. Nie mogłeś się nie zemścić. Nie odebrałeś mi daru. Przekląłeś mnie jednak. Widziałam odtąd wszystko, co jutro… Przed moimi oczami przesuwali się umarli, ginęli pokonani, mdleli silni w uściskach Tanatosa. Widziałam łuny i gruzy kamiennych murów. Widziałam popiół i połamane kwiaty. Widziałam pęknięte bukłaki najprzedniejszego wina, wywrócone kosze owoców. Widziałam płonące prześcieradła i suknie, czeznące w ogniu srebra i rozsypane sznury pereł. Widziałam przerwane w pół zdania, usta wczepione w inne usta i oczy pełne przerażenia, gdy Mojry przecinały świeże nici życia. Widziałam tę okrutną przyszłość, której nie mogłam powstrzymać. Cóż mi po Twym hojnym darze, Apollo? Jest on przekleństwem, jest wieczną męką, jest szyderstwem losu, jest najsroższą z kar. Lepiej nie znać godziny śmierci, lepiej czekać jutra z radością niż z lękiem. Lepiej cieszyć się świtem i stroić głowy w weselne wieńce niż załamywać ramiona nad tym, co nieuchronne. Apolinnie, zabrałeś mi radość chwili, zabrałeś mi moje przyjaciółki i moje rodzeństwo. Mój ojciec ma mnie za obłąkaną. Milkną w komnatach, gdy wchodzę, odwracają oczy i uszy. Śmieją się ze mnie strasznym śmiechem, który mnie przeraża. Jestem taka samotna, o Apollinie! Nie znam miłosnego łoża, nie słyszałam czułych szeptów kochanka, nie płonęła moja kobiecość pod ciężarem męża. Każesz mi patrzeć na śmierć braci, na zgubę mojej ojczyzny, na hańbę tronu mego ojca. Każesz mi opłakiwać moich bliskich, nim zginą. Każesz grzebać w pamięci, nim pogrzebie ich wytrawiona wrażym ogniem ziemia. Surowa jest Twoja zemsta. Triumfujesz nad moim nieszczęściem. Widzę śmierć. Wszędzie widzę śmierć. Erosa zastępuje Tanatos. Tylko w jego objęcia wpadają ci, którzy planują jutro. O, Apollinie! Kazałeś mi stać się prorokinią śmierci, jej strażą przednią, jej posłanką. Kazałeś mi patrzeć na zgubę mego miasta. Twoja ślina rzucona w mściwym gniewie w moje usta zamieniła ich mowę w złowróżenie. Nie zmieszała się z moją w gorących pocałunkach. Przekleństwem osiadła na moich wargach. Nie dosyć Ci jednak było mi dostarczyć widoków, które dane tylko tym wieszczom, których słowom odmówiono wiary. Moje dziewictwo na Twoich mściwych oczach w świętym miejscu, w sanktuarium boskiej Ateny gwałtem wziął Ajas. Nie wiem, który z was bardziej mnie skrzywdził. Ty zabrałeś mi więcej. On tylko to ciało, którego piękno stało się klątwą. Zwycięski Agamemnon podniósł mnie wówczas, na wpół umarłą, z krwi i łez moich. Wzbudziłam w nim miłość, którą wcześniej ślubował innej. Dla was, mężczyzn, przysięgi są tylko słowami, obietnice są puste jak dzbany po uczcie. Przyjęłam jednak zrozpaczona jego miłość. I jego mocne ramiona, w których mnie zamknął. Przyjęłam jego królewską atencję, jego język w moich ustach, oddech szybki na szyi i nagłe we mnie wtargnięcie. Pozbawiona ojca i braci, pozbawiona ojczyzny, pozwoliłam się zawieźć do Myken. Kochana przez gwałtownego Agamemnona miłością namiętną i groźną dałam mu bliźnięta – Teledamosa i Pelopsa. Twoja, Apollinie, klątwa nadal mnie jednak ścigała. Ani miłość ojca moich dzieci, ani jego mężne ramiona nie uchroniły mnie przed Twą kroczącą za mną po jakże krótką wieczność – zemstą. Mój król nie usłuchał moich przestróg i stało się, co stać się miało. Klitajmestra, porzucona królowa, zdradzona, upokorzona, zraniona i zazdrosna, mimo, że dzieliła od dawna łoże i oddech z innym, zgładziła mojego króla. Zabiła mojego króla przy pomocy swego młodziutkiego kochanka Ajgistosa. Miłość do mnie Agamemnon przypłacił życiem. A tak go prosiłam, byśmy nie wracali do Myken… Do kolan padałam, ręce obsypywałam pocałunkami i łzami moczyłam suknie… Cóż jednak mogą słowa branki, choćby najdroższej, wobec decyzji króla?… Wkrótce i ja umrę, i dzieci moje. Znam, o ironio! wszak i swoją przyszłość. Zginiemy z rąk przepełnionych nienawiścią, równie silną jak miłość… Widzę już moje, wciąż piękne, ciało pokryte woskiem, widzę moje ogniste warkocze rozpuszczone na wietrze, który w pył je rychło przemieni. Widzę moje blednące wargi i umarłe dłonie złożone na srebrnej sukni z zaciśniętymi w palcach marzeniami o nieczarnowidzeniu. I stopy, które już donikąd nie poprowadzą. I usta, które wreszcie umilkną. Śmierć, Apolinnie, oddanie się Tanatosowi, ostatniemu, który we mnie wejdzie…, uwolni mnie od Ciebie. Triumfuj, Apolinnie! Wygrałeś, ale nie zdobyłeś mnie. Zniewolił mnie Ajas, żyłam z pogromcą mego ojca i grodu – wielkim Agamemnonem i jemu rodziłam dzieci. Teraz Tanatos rozpłynie się we mnie… Ty mnie nie miałeś i nigdy nie zaznasz. Czy było warto? Czy nie lepiej było dotrzymać słowa i stać się jedną z tych, których krew splamiła Twoje prześcieradła? Nie, Apollinie. Kończę moje smutne życie, którego towarzyszką tylko śmierć i ogień, któremu był bratem. Zamykam złowróżbne piękne usta, które tylko gorycz znały i gorycz niosły. Umieram przesycona wiedzą. Nim jednak, powiem Ci, jaka Twa przyszłość… Chcesz posłuchać?…

ODYS

Mam na imię Odys. Mam 44 lata. Jestem … a może byłem… królem Itaki. Dwadzieścia lat temu opuściłem swoją wyspę na Morzu Jońskim i wraz z innymi wyruszyłem bronić honoru Menelaosa. Smutne i śmieszne. Dziesięć lat pod przywództwem jego starszego brata Agamemnona oblegaliśmy Troję. Dlaczego wziąłem udział w wojnie? Miałem kochającą żonę Penelopę i maleńkiego syna Telemacha. Miałem władzę. Miałem tron. Miałem wszystko. Może właśnie dlatego… Wojna była ucieczką od tego nieznośnego szczęścia, od ryzyka nudy, od strasznej bezpiecznej przyszłości, która jest wiadoma jak szary zmierzch po dniu pełnym słońca, która jak dzień zmierzający do snu szarzeje i napełnia tęsknotą. Byłem żądny sławy, młody, piękny, silny, obdarzony sprytem i przenikliwością umysłu. Moi przodkowie byli herosami. Chciałem być wielki i sławny. Pragnąłem pieśni o moim imieniu, pieśni, które dają nieśmiertelność. Dzielny w walce, zdawałoby się…nieustraszony, a bałem się każdej nocy, że nie będzie więcej świtów budzących nadzieją na dotarcie do brzegów samego siebie. Lękam się znużenia ślepym dryfem wokół zimnych skał i tak łagodnych fal, że tylko zasnąć wśród… i śnić urojone światy, których istnienia nie jest się w stanie dotknąć. Ciężar zbroi, błysk i szczęk nagich mieczy, ból mięśni, siodłane o poranku konie, znój walki, słony smak skóry… Uciekałem, aż zrozumiałem, że… uciekam. Znałem ludzkie serca. Jeśli nie siłą zbrojnych ramion, przebiegłością zwyciężę. Ja zwyciężę. Ja zwyciężyłem Trojan. Posłużyłem się podstępem. Nic łatwiejszego niż trafić w pragnienie zmęczonych walką, zaspokoić dumę przeciwnika, karmiąc pozorem odwrotu. Nikt nie da wiary pięknej nieszczęsnej Kasandrze. To ja pogrążyłem, niezdobyty dotąd, gród w pożodze ognia i w rzece krwi. Czas wracać do domu. Gdzie jest mój dom? Kim jest kobieta, której nie widziałem dziesięć lat? Pamiętam chłodną biel jej ciała i słodycz ust… Czy była mi wierna? Ja… Kim jest ten chłopiec, któremu nadałem imię Telemach, co znaczy “walczący daleko”? Mentor – mój przyjaciel miał ich otoczyć opieką, gdy ja wyruszyłem do walki w nie swojej, a może właśnie w … swojej sprawie. Odczuwam tęsknotę za spokojem głowy złożonej na piersiach Penelopy, za jej kojącymi palcami w moich włosach, dotykiem jej rzęs na moim policzku. Czy była mi wierna? Byłem za młody, by być królem, mężem, ojcem. Wybacz mi, Leartesie, Ojcze, który wybrałeś wieśniaczy żywot z dala od zgiełku dworu, z dala od jazgotu zalotników mojej żony. Wybacz Antykleo, Matko, która umarłaś ze zgryzoty, gdy mój los w rękach potężnego Morosa się ważył. Opuściłem Cię, Penelopo. Porzuciłem Cię, Telemachu. Jestem egoistą w niełasce bogów. Dziesięć długich lat pod murami Troi nie było tak długimi jak dziesięć lat morskiej podróży do domu, który nie wiem czy mam prawo nim nazywać… Patrio Itako…, tęsknię do zieleni twych wzgórz, do pasących się na ich zboczach kóz i jasnoróżowych świń. Wracam bogatszy o mdlący zapach krwi i płonące krajobrazy, których nie gasi zamknięcie powiek. Wracam okryty chwałą jako zwycięzca, jako bohater, pełen słusznej dumy. Trzymam wysoko głowę, ale moja dusza nie zaznała ukojenia ani nie skosztowała spokoju. Moi towarzysze wymordowali Trakijczyków w mieście Ismaros. Nigdy się nie ma dość łupów. Raz uniesione szałem grabieży ramię samo rwie się do miecza o jeszcze. Nie poznałem smaku lotosu, a może lepiej by było, bym zapomniał kim jestem i dokąd zmierzam, a raczej przed czym uciekam… Upiłem słodkim winem Polifema i rozżarzonym kołkiem wypaliłem jego cyklopie oko. Moja próżność zwyciężyła nad moim sprytem. Żądny chwały i pyszny wykrzyczałem ślepemu swe imię. Odtąd ścigał mnie gniew Posejdona. Nie upilnowałem daru Eola. I? Wszak każdy głupiec po gładkim morzu łacnie dopada upragnionego brzegu. Czy tak zdobyty cieszy? Prawdziwy żeglarz musi zwyciężać żywioł morskich odmętów. Żołnierz prawdziwy musi znosić trudy wojennych ścieżek. Musi okiełznać swój strach. Musi stawać do walki. Utrudziwszy ramiona daremnym wiosłowaniem, trafiłem do urokliwej Kirke. Zabawiłem z kochanką dwanaście obrotów księżyca. Za jej namową zszedłem do podziemi Hadesu i rozmawiałem ze zmarłymi. Miną lata i Ateńczyk Sokrates powie, że nie ma różnicy między życiem a śmiercią… Jednak przemożna chęć trwania w świetle dnia wołała, bym wrócił. Cóż z proroctw Terezjasza, z widoku moich zmarłych? Wysłuchałem zwodniczego śpiewu syren. Ten śpiew piękny i przeklęty wciąż jest we mnie, bolesny i niemożliwy, śmiejący się ze mnie i żałujący mnie, drwiący. Przechytrzyłem morskie potwory, Scyllę i Charybdę, które zagradzały mi drogę do domu. Do domu? Gdzie jesteś, mój domie? Gdzie jesteś, moja przystani? Gdzie jesteś, wieczny porcie? Moi żołnierze ściągnęli na mnie gniew Heliosa. Bogowie są mściwi. Innych bogów nie poznałem. Innych bogów nie ma. Bez sił dryfowałem po wodach groźnego morza, aż litościwe fale wypchnęły mnie z jego zimnych trzewi na brzeg Ogygii. Pod czułą opieką Kalipso, dla której byłem ucieczką od wiecznej samotności, spędziłem siedem słodko-gorzkich lat. Ani zachłanna miłość ślicznej nimfy ani obietnica wiecznej młodości nie zatrzymały mnie. Homo viator. Człowiek w drodze. Ja – Odys. Dzięki wstawiennictwu pradziada Zeusa Gromowładnego udało mi się opuścić objęcia zakochanej we mnie Kalipso. Niestety wciąż ścigał mnie mściwy gniew Posejdona. Siłą wzburzonych fal roztrzaskał mą tratwę. Siłą ich litości dostałem się do kraju Feaków. Królewna Nauzykaa zauroczona moją męskością zabrała mnie na dwór ojca Alkinoosa. Ten urzeczony moją historią, gdy spałem, przewiózł mnie na wybrzeże Itaki i tak wróciłem na Ojczyzny łono z duszą moją utęsknioną … Za sprawą przychylnej mi Ateny, w kostiumie żebraka, wróciłem do zamku, który opuściłem dwie dekady temu. Tyle przygód… Tyle przygód, z których… nic nie wynika. Bogowie nasycili moje niespokojne jestestwo całym mnóstwem przygód. Drżałem ze strachu, płakałem ze smutku, napinałem mięśnie w gotowości do walki, krzyczałem z bezsilności, umierałem z tęsknoty, syciłem pożądanie, napełniałem brzuch i radowałem oczy. Napawałem się dumą i wrzałem od gniewu. Mdlałem z utraty sił, zaciskałem zęby. Patrzyłem w morze i w niebo. Słuchałem śpiewu morza i śpiewu syren. Jestem wojownikiem. Jestem żeglarzem. Jestem królem. Jestem nikim… Jestem zwycięzcą. Stoję na progu mego domu i rozpoznaję różowy marmur posadzek, i rozpoznaję alabastrowe posągi bóstw i szum fontann tryskających z szarego kamienia. I rozpoznaję miękkość łoża. I rozpoznaję spojrzenie mojej ukochanej. I rozpoznaję zapach jej włosów, skropionych różanymi olejkami. Mam na imię Odys, co znaczy znienawidzony. Wkoło mnie gwar bitewny i samotność. Moje lepkie od wrażej krwi palce tęsknią do Twoich bezbronnych ramion, Penelopo. Moje ogorzałe policzki tęsknią do aksamitnego cienia Twoich rzęs. Moje ochrypłe od wojennych okrzyków gardło tęskni do Twojego miękkiego oddechu. Czy byłaś mi wierną? … I oto jestem. W moich komnatach roi się od pijanych zalotników Penelopy. Gdzież ta, którą osamotniłem mocą swej, zdawało mi się męskiej, decyzji? Gdzie młodzian, który sięga wieku, w którym ja byłem, nim ich opuściłem, by znaleźć siebie? Co powiem im, których nie znam już? Jak wytłumaczę te dwadzieścia lat? Jak sobie je wytłumaczę? Mieli mnie może za umarłego, a może umarłem dla nich naprawdę. Ich życiem było czekanie. Moje uciekaniem. Co teraz? Jak im opowiedzieć historię mojego zwycięskiego przegranego życia? Z pomocą życzliwej Ateny pokonam tych, którzy zastawili sidła na mój tron i łoże mojej żony. Była mi wierną? Laertes, Odys, Telemach – trzech mężczyzn okaleczonych wojną. Trzech mężów przeklętych, których ściga nieprzewidywalny Moros. Byłem Telemachem, będę Leartesem. Przeklęte moje imię. Odys znaczy znienawidzony. Odys znaczy ten, który wywołał wieczny gniew. Klątwa mojego imienia sięga w przeszłość i w przyszłość. Trwa.

 

Miilena Tejkowska, ur. 1976, absolwentka filologii polskiej, licencjatka filozofii; podyplomowo ukończyła historię. Autorka wierszy, prozy poetyckiej i scenariuszy teatralnych. Ma za sobą debiut reżyserski autorskiego monodramu “INKA. Rzecz o Danucie Siedzikównie”, wystawianego w Polsce, Litwie i Kanadzie. Kocha teatr, literaturę, zwłaszcza iberoamerykańską, oraz motocykle. Na co dzień uczy j. polskiego i etyki.

Rispondi

Inserisci i tuoi dati qui sotto o clicca su un'icona per effettuare l'accesso:

Logo di WordPress.com

Stai commentando usando il tuo account WordPress.com. Chiudi sessione /  Modifica )

Google photo

Stai commentando usando il tuo account Google. Chiudi sessione /  Modifica )

Foto Twitter

Stai commentando usando il tuo account Twitter. Chiudi sessione /  Modifica )

Foto di Facebook

Stai commentando usando il tuo account Facebook. Chiudi sessione /  Modifica )

Connessione a %s...