Moja kwarantanna w Porto San Giorgio/La mia quarantena a Porto San Giorgio – Monika Smoła

Monika fotoLa nostra raccolta dei racconti che riguardano il periodo della quarantena si arricchisce della nuova autrice polacca, Monika Smola, che ha già pubblicato con successo due libri di poesie riportati nella biografia e che avremo il piacere di mostrare sul nostro blog nei prossimi giorni. Intanto facciamo le nostre congratulazioni alla nuava arrivata per l’efficacia narrativa con cui è scritto il suo diario.

Grazie Monika, e a alla prossima, Complimenti!

La Redazione

Moja kwarantanna stała się nieoczekiwanym znakiem zapytania nad dotychczasowym życiem i wijącą się w jego pętli przyszłością.

Słowa „andrà tutto bene”, były frazą wypowiadaną zupełnie bez pokrycia wiary w nią. Czy to za sprawą zwolnienia tempa życia, ograniczenia wolności, czy obawy przed nadejściem jutra? Wszystko to i jeszcze więcej. Okres ten był dla mnie wycięciem okrągłych czterdziestu dni z mojego życia. Żyłam poza mną, tylko dla moich dzieci. Zupełnie opadłam z sił i nadziei, która dotąd była moim sprzymierzeńcem.

Błogostan nierobienia niczego, tak przeze mnie wyczekiwany, okazał się być pętlą na szyi. Tak wytęsknione kilka godzin tygodniowo na odpoczynek przerodziły się w nadzwyczajne pragnienie ucieczki z własnego ciała. Cóż, okres kwarantanny obdarował mnie solidnym kopniakiem wpisującym) się w moją pamięć jako lekcja pokory i szacunku dla czasu, który jest nam dany, bez niedorzecznego marudzenia i rozczulania się nad wysiłkiem codzienności. Przyrzekałam sobie co dnia, że jeżeli dane będzie mi przejść przez ten czas panicznej rozterki o zdrowie i życie, to wykorzystam każdą minutę kolejnego dnia w sposób należyty, czyli z uwzględnieniem w nim również siebie samej. Znajdę moment na wyciszenie i moment na zabawę. Czy tak będzie? Tego też nie wiem, często w chwilach grozy powtarzamy to samo, po czym w zaciszu bram zaklętych w strachu powracamy do punktu wyjścia.

Czas spędzany w domu nigdy nie był dla mnie czasem straconym, mozołem życia, czy katorgą. Z miłością podchodziłam i podchodzę do obowiązku bycia panią domu, ale przerósł mnie fakt bycia nauczycielką na pełnym etacie. W dzieciństwie marzyłam o wykonywaniu zawodu przedszkolanki, ale bycie nauczycielką w obcym dla mnie języku przyprawiło mnie o ciarki na ciele; jeszcze dziś czuję ich szelest. Bycie oparciem dla innych, ale kim ja się podeprę? To pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi.

Beztroski czas zabawy z dziećmi przeplatał się z zamyśleniem nad ich dobrem. Ciche pomruki stanów depresyjnych pogłębiały się z kolejną tragiczną wiadomością nadchodzącą z każdej strony, jakby spoza świata realnego, niczym nagminne powtarzanie zdania: „już nic nie będzie takie samo”. To cudownie, jeśli już nic nie będzie takie samo, jeśli chociażby część istot żywych zmieniła swoje postępowanie na odrobinę pozytywniejsze, okazała odrobinę więcej empatii człowiekowi i Ziemi, trochę wyrozumiałości i tak dawno zapomnianej skromności — kwarantanna okazałaby się kolejnym cudem świata. Jednak dochodzące do uszu słowa: „wolności już nie będzie”, „będziemy bezustannie kontrolowani”, „nie wyjdziemy bez smyczy i kagańca już nigdy więcej”, wybudzają ze snu tragizm sytuacyjny, co pociąga za sznurki nieznane dotąd pokłady stanu lęku, doprowadzając w rezultacie do otępienia umysłu, a przewagę bierze śmiejący mi się w twarz paranoiczny strach. Tak jest, dopadła mnie depresja, cóż, nie dziwi mnie to, wciąż jest ode mnie o krok.

Codzienna walka z uśmiechem na twarzy i łzami w oczach jednocześnie  naprzeciw dwóch tętniących życiem serduszek i wolą łapania każdej pięknej chwili życia cudownych istot poiły mnie co dnia nektarem nadziei i woli życia. Trudne pytania, na które nie znałam odpowiedzi doprowadzały do trzepotu dłoni, ale powstrzymywały je małe rączki wciąż gładzące moje dygoczące ciało. Nie ma odpowiedzi, trzeba ją wywołać z podświadomości i przekształcić w pozytyw, nie ma innej możliwości, ale jak tego dokonać? Do dziś nie znam odpowiedzi na pytanie: „jak dałam radę przez to przejść”, nie mając w zasięgu ręki szybko palnej broni, która okiełznałaby strach. Jedynie utrwalone w pamięci słowa bratniej duszy: „jesteś silną kobietą, pokonałaś tak wiele przeciwności losu i nigdy się nie poddałaś, nie złamie Cię nic, opadniesz z sił, jak każdy człowiek prędzej, czy później, ale zregenerujesz siły i podniesiesz  się z podwojoną wola walki o swój byt”, dawały impuls pozwalający podnosić się opadającym powiekom.

A co jeśli to manipulacja?  Czy kończy się wolność człowieka wraz z pojawieniem się „czegoś”, co zmusza nas do totalnego braku intymności i autonomii? Co, jeżeli ktoś zapragnął uczynić z nas nowoczesną wersję trochę zmodyfikowanych „zombi” i ma ku temu odpowiednie narzędzia, którymi się posługuje zdalnie, a my niczym marionetki pociągane za sznurek, podążamy w panice i poddajemy się uparcie niemocy?! Nic. Nie dane nam będzie poznanie prawdy.

Dziś i na jutro pozostał strach wczorajszy. Będzie się wlókł, plątał nogi i zatoczy pętlę na szyi, jak robił to podczas okresu kwarantanny. Bezwstydne głoszenie ponurych wieści pozbawiło tak wielu zdrowego rozsądku, pracy, marzeń… i – co najgorsze  – życia, którego nikt nie ma prawa nam odbierać. Gdyby pośród negatywów pojawił się choćby cień prawdy, nie doszłoby do tylu tragedii. Jako osoba mocno empatyczna nie mogłam pominąć tego wątku w mojej refleksji.

Czas spędzony w czterech ścianach okazał się być odzwierciedleniem moich przypuszczeń, ale nie przewidziałam narastającego tragizmu sytuacji. Jak podejrzewałam na początku, tak też się stało. W czasie kwarantanny zupełnie nie wykorzystałam czasu na to, na co zawsze mi go brakowało, a po zniesieniu okresu kwarantanny wróciłam do stanu poprzedniego. A może jest inne dno tego stanu, a panująca sytuacja dobrą wymówką? Z pewnością dowiem się tego po kolejnej narzuconej kwarantannie.

„Kryzys oznacza nie tylko groźbę dla rozwoju osobowości,

lecz także szansę dla niej. Jak Feniks z popiołów możemy odrodzić się z głębi kryzysu

i rozpocząć dalsze życie, z nowymi siłami oraz możliwościami”. (Prof. dr hab. Zygfryd Juczyński)

 

La mia quarantena è stato un momento  inaspettato sul percorso della mia vita.

L’espressione “andrà tutto bene” era una frase pronunciata completamente senza fiducia. Era a causa del rallentamento del ritmo della vita, della limitazione della libertà o della paura dell’arrivo del domani? Tutto questo e ancora altro. Questo periodo è stato per me l’asportazione di circa 40 giorni dalla mia vita. Ho vissuto solo con me e per i miei figli. Ho perso completamente la mia forza e speranza, che fino a prima erano miei alleati.

La felicità di non fare nulla, di cui non vedevo l’ora, si rivelò essere il mio cappio al collo. Il desiderio di riposare qualche ora per settimana, si trasformò in una straordinario voglia di fuggire dal proprio corpo.  Il periodo di quarantena mi ha dato un bel colpo da ricordare come una lezione di umiltà e rispetto per il tempo che ci è dato, e senza il ridicolo piagnucolio per lo sforzo di tutti i giorni. Promisi a me stessa ogni giorno che se mi sarebbe stato consentito di superare quel momento  di panico per la  salute e la vita avrei usato ogni un minuto dei  giorni successivi nel senso più appropriato. Avrei trovato un momento per calmarmi e  per suonare. Sarà così? Non so, ma spesso ripeto la stessa cosa con orrore, e poi torno al punto di partenza di quel maledetto periodo di paura.

Il tempo trascorso a casa non è mai stato  sprecato. Mi sono adattata con amore e ho affrontato il dovere di fare la casalinga, ma sono stato sopraffatta dal compito di essere insegnante a tempo pieno. Mi sono sorpresa di me stessa. Nella mia infanzia sognavo di essere una insegnante di scuola materna, ma di lingua straniera, il che mi eccita ancora oggi. Essere d’aiuto per gli altri, ma chi avrei aiutato? Questa domanda rimane ancora senza risposta.

Tempo spensierato per giocare con i bambini e premurosa del loro benessere. Ho cercato di alleviare la depressione dei momenti peggiori quando le tragiche notizie arrivavano da ogni parte, come dall’esterno del mondo reale, e sentire ripetere la frase: “niente sarà più lo stesso”. È meraviglioso che nulla  sarà lo stesso purché parte parte della gente cambi  comportamento  un po ‘più in positivo, con un po’ più di empatia tra uomo e  Terra, una manciata di perdono e un recupero di una modestia così a lungo dimenticata – allora la quarantena sarebbe un’altra meraviglia del mondo. Tuttavia,  arrivano alle orecchie parole come “non c’è più libertà”, “saremo costantemente monitorati”,”non usciamo senza guinzaglio e museruola mai più”. Saremo risvegliati da un tragico sonno prima del quale pensavamo di essere senza preoccupazioni e che ora cercando di considerarlo come un periodo di paura paranoica fa quasi ridere. Ma purtroppo la vera realtà non è così, sicché non difficile essere di nuovo ad un passo dalla depressione.

Ogni giorno combattevo con un sorriso le lacrime visibili sul mio viso, di fronte a due cuori vibranti e con volontà cercavo di catturare ogni bellissimo momento della vita, ogni giorno mi sono nutrita con il nettare della speranza e con la volontà di essere. Le domande difficili a cui non sapevo rispondere mi hanno portato a un battito di mani, trattenute da manine che ancora accarezzavano il mio corpo tremante. Non c’è risposta, tutto deve essere evocato dal subconscio e trasformato in positivo, non c’è altra opzione, ma come si fa? Fino ad oggi, non conosco la risposta alla domanda “come sono riuscito a superare tutto questo?”, senza  portare la mano ad un’arma da fuoco che avrebbe rapidamente domato la paura. Solo le parole dell’anima gemella che hai memorizzato “sei una donna forte, hai superato tante avversità e non hai mai ceduto, perderai forza  prima o poi, ma la rigenererai e risorgerai con volontà più forte di combattere per l’ esistenza.

E se fosse manipolazione?  La libertà umana finisce con l’apparizione di “qualcosa” che ci costringe a una totale mancanza d’intimità e autonomia? E se qualcuno volesse farci una versione moderna di un po ‘di “zombi” modificati e avesse gli strumenti giusti per questo, che come compito ha quello di manovrarci come burattini tirati con lo spago, seguiamo la paura del panico e soccombiamo per l’impotenza?! Niente. Non ci verrà dato il gusto della verità.

Oggi  la paura è rimasta a ieri. Si trascinerà, si impigliarà tra le gambe nel momento in cui ripenseremo a quel tempo quando le notizie erano spudoratamente proclamate rovinando il nostro lavoro e i nostri sogni… un aspetto veramente sgradevole di quel periodo in cui la tragedia molto probabilmente è stta comunicata in modo sbagliato. In quanto persona fortemente empatica, non potevo ignorare questa discussione nella mia riflessione.

Tempo trascorso tra quattro mura trasformate come riflesso della mia ipotesi. Come pensavo all’inizio, così è successo. Durante la quarantena, non ho completamente usato il tempo per quello che mi mancava sempre e, dopo aver revocato il periodo di quarantena, sono tornata allo stato precedente. O forse c’è un altro fondo di questo stato e la situazione è una buona scusa? Lo scoprirò sicuramente dopo la prossima quarantena imposta.

“La crisi significa non solo una minaccia allo sviluppo della personalità,

ma anche una possibilità per essa. Come una fenice dalle ceneri, possiamo rinascere dalle profondità della crisi e iniziare una vita nuova con nuove forze e possibilità “.

– prof. dr hab. Zygfryd Juczyński.

 

Biografia

Monika Smoła – urodzona 16 sierpnia 1985 r w Dębicy, w województwie podkarpackim. Uczęszczała do Zespołu Szkół w Siedliskach – Bogusz oraz Zespołu Szkół im. Jana Pawła II w Brzostku. Z zawodu technik agrobiznesu. Studentka psychologii na Akademii Humanistyczno — Ekonomicznej w Łodzi. Od dwunastu lat mieszka we Włoszech w Porto San Giorgio. Autorka Książek “Pejzaż nadziei” (2017),”Il paesaggio della speranza” (2018), “Ogród melancholii” (2019).

 

Monika Smoła nata il 16 agosto 1985 a Debica, nel Voivodato di Podkarpackie. Ha frequentato il complesso scolastico di Siedliska – Bogusz e il complesso scolastico che prende il nome Giovanni Paolo II a Brzostek. Un tecnico agroalimentare di professione. Madre, scrittrice, studentessa di psicologia all’Università di scienze umane ed economiche di Łódź. Ha vissuto in Italia a Porto San Giorgio per dodici anni. Autrice dei libri “Landscape of Hope” (2017), “Il paesaggio della speranza” (2018), “Garden of melancholy” (2019).

 

Rispondi

Inserisci i tuoi dati qui sotto o clicca su un'icona per effettuare l'accesso:

Logo di WordPress.com

Stai commentando usando il tuo account WordPress.com. Chiudi sessione /  Modifica )

Google photo

Stai commentando usando il tuo account Google. Chiudi sessione /  Modifica )

Foto Twitter

Stai commentando usando il tuo account Twitter. Chiudi sessione /  Modifica )

Foto di Facebook

Stai commentando usando il tuo account Facebook. Chiudi sessione /  Modifica )

Connessione a %s...